niedziela, 24 czerwca 2018

Zermatt,moja miłość.

Cześć Dziewczyny, czuję się zobowiązana by zdać raport z pola walki:) czyli z moich poczynań robótkowych.
Dawno,dawno temu,jeszcze w poprzednim roku kalendarzowym obiecałam mojemu mężowi,że zrobię mu sweter, i nawet zaczęłam.
Sam wybrał włókno i wzór.
Wełna to połączenie kaszmiru z wełną jagnięcą właśnie i wiskozą zwany wdzięcznie zermattem o cudnym kolorze kawowym.
Kiedy włóczka dotarła,zakochałam się w niej. Cudna po prostu. Cienizna lekko 800m/100gr. Robiłam zatem podwójną nicią na drutach 3,5 a ściągacze i kołnierz na trójeczkach.
Pole walki to nie było tylko w przenośni,gdyż wzór był po angielsku a ja nie znam tego języka.
Cóż zaczęłam i wielokrotnie prułam.
Niestety kiedy dotarłam do kołnierza moja męka się spotęgowała.
Moje umiejętności okazały się marne i gdyby nie pomoc koleżanki Reni byłoby to kompletne fiasko.
Druga Renia podtrzymywała mnie na duchu.
Zatem po wielu przerwach i zniechęceniu a nawet frustracji w zeszłą niedzielę skończyłam a dziś zrobiłam zdjęcia.
Mąż zadowolony :) i to jest najważniejsze.
Zatem prezentuję:

Cosy Hubby wg Marzeny Kołaczek
z włóczki cudnej urody Zermatt Biaggolli Modesto całe 450 gram.

2 komentarze:

Labores pisze...

no rewelacja! fantastyczny! jak dobrze że pomoc nadeszła w odpowiednim momencie bo całokształt wspaniały!

jagnieszka pisze...

dziękuję pięknie :)